
Malta kojarzy mi się przede wszystkim ze słońcem, lazurową wodą, kamiennymi uliczkami i wakacyjnym luzem. Po lekturze Malty. Między festą a sjestą wiem jednak, że taki obraz to dopiero początek. Ta niewielka wyspa, a właściwie cały archipelag, skrywa znacznie więcej sprzeczności, historii i codziennych absurdów. I właśnie ta Malta, daleka od folderów turystycznych, najbardziej mnie zainteresowała.

Autorzy zabierają czytelnika w podróż po Malcie, ale nie prowadzą go utartym szlakiem od jednego zabytku do drugiego. Zamiast tego zagląda z nimi za kulisy codziennego życia mieszkańców. Poznaje Maltę jako miejsce zawieszone pomiędzy Europą i Afryką, przesiąknięte wpływami kolejnych narodów, które przez wieki próbowały przejąć kontrolę nad strategicznym archipelagiem.
Czytamy o maltańskiej dumie, rodzinie, religii, festach i fajerwerkach, ale także o języku, polityce, kolonialnej przeszłości, życiu obcokrajowców czy problemach, o których turysta może nawet nie mieć pojęcia. Jest tu miejsce na jedzenie, mieszkania, wesele, koty, kawę, kasyna, turystykę, a nawet maltańskie krany. Dzięki temu Malta przestaje być dla nas tylko kierunkiem wakacyjnego wyjazdu, a zaczyna być żywym, czasem nieco chaotycznym organizmem.
Bardzo podoba mi się również to, że książka schodzi na poziom zwyczajnej codzienności. Jest jedzenie, maltański chleb, kawa, mieszkania, samochody, wesela, koty i charakterystyczne dźwięki wyspy. Jest nawet odpowiedź na pytanie, dlaczego na Malcie prawie nie ma ptaków. Obok ciekawostek pojawiają się osobiste doświadczenia autorów związane z życiem na archipelagu, dzięki czemu nie ma się wrażenia, że czyta się suchy zbiór faktów.
To właśnie codzienność jest tutaj najciekawsza. Malta okazuje się miejscem pełnym kontrastów: z jednej strony nowoczesnym i otwartym na świat, z drugiej mocno przywiązanym do tradycji, religii i rodzinnych wartości. Z jednej strony zachwyca turystów, z drugiej potrafi zmęczyć tych, którzy próbują na niej zamieszkać. Autorzy nie uciekają od tych sprzeczności i pokazują zarówno to, co w Malcie zachwyca, jak i to, co może irytować czy zaskakiwać.




Największą zaletą książki jest właśnie jej różnorodność. Podoba mi się, że autorzy nie próbują stworzyć idealnego obrazu Malty. Pokazują zarówno jej uroki, jak i problemy, a przy tym dzielą się własnymi doświadczeniami. Dużo tu ciekawostek, anegdot i szczegółów, które pozwalają spojrzeć na wyspę oczami osoby, która naprawdę próbuje ją zrozumieć.

Lubię książki, które pozwalają mi podróżować bez wychodzenia z domu, ale jeszcze bardziej cenię te, które po przeczytaniu zmieniają moje spojrzenie na odwiedzane miejsca. Malta. Między festą a sjestą zdecydowanie należy do tej drugiej kategorii.
To opowieść pełna kontrastów, dokładnie takich, jakie można znaleźć na samej Malcie. Jest słonecznie i kolorowo, ale momentami również gorzko, absurdalnie i zaskakująco. Najbardziej podobało mi się to, że zamiast kolejnej pocztówki dostałam prawdziwszy, bardziej skomplikowany obraz tego niewielkiego kraju.
Jeśli Malta kojarzy Ci się wyłącznie z wakacjami, plażą i pięknymi widokami, ta książka może skutecznie rozszerzyć ten obraz. Po jej przeczytaniu mam wrażenie, że na Maltę można patrzeć nie tylko przez aparat turysty, ale również oczami mieszkańca.




ZALETY
- Malta pokazana z zupełnie innej perspektywy;
- dużo ciekawostek i anegdot;
- osobisty, reportażowy charakter;
- historia połączona z codziennością;
- interesujące spojrzenie na życie obcokrajowców;
- pokazanie blasków i cieni Malty;
- mnóstwo tematów wykraczających poza typowy przewodnik.




INFORMACJE O KSIĄŻCE
SERIA:
AUTORZY: Karolina Miller i Piotr Andruszko
WYDAWNICTWO: Bezdroża
LICZBA STRON: 232
ROK WYDANIA: 2026
KATEGORIA: reportaż
JĘZYK: polski
WIEK: 14+
SPRAWDŹ GDZIE KUPIĆ TĄ KSIĄŻKĘ W DOBREJ CENIE
Miłej lektury!
Opisywana książka jest egzemplarzem recenzenckim.
Wydawnictwo nie miało wpływu na moją ocenę i treść tego artykułu.
Za książkę dziękuję wydawnictwu
