
Są książki, które czyta się jak przewodnik, i są takie, które czyta się jak prawdziwą podróż. Wietnam. Duchy i smartfony, kolejny tom serii Oblicza świata autorstwa Andrzeja „Josyna” Nowaka, zdecydowanie należy do tej drugiej kategorii. Zanim zdążyłem się zorientować, już nie siedziałam w fotelu, tylko przeciskałam się między skuterami w Hanoi, wdychałam zapach świeżo palonej kawy i lawirowałam pomiędzy światem duchów a ekranami smartfonów. Ta lektura wciąga po cichu, ale skutecznie, nie krzyczy egzotyką, tylko zaprasza do środka i mówi: chodź, pokażę ci Wietnam takim, jakim jest naprawdę.

Od pierwszych stron czuć, że autor nie jest turystą z checklistą atrakcji. Nowak mieszka w Wietnamie od lat i zna go od podszewki. Dzięki temu jego opowieść nie przypomina folderu biura podróży, lecz raczej gawędę kogoś, kto już się tam zadomowił. Wietnam w jego wydaniu pachnie kawą, kadzidłem i ulicznym jedzeniem, brzęczy milionami skuterów i jednocześnie zaskakuje spokojem ludzi, którzy mimo trudnej historii potrafią się uśmiechać bez przesadnej egzaltacji. Autor pokazuje kraj pełen kontrastów: nowoczesne miasta obok górskich wiosek, szybki internet obok wiary w duchy przodków, młodych ludzi randkujących przez aplikacje i starszyznę, której mądrość wciąż jest świętością.
Fabuła, jeśli w ogóle można tak nazwać reportaż, to podróż przez codzienność Wietnamczyków. Raz jesteśmy w hałaśliwym Hanoi, gdzie chaos uliczny okazuje się zaskakująco logiczny, innym razem trafiamy do pachnących kadzidłem świątyń albo wioski ukrytej w górach. Autor opowiada, dlaczego babcie mają czarne zęby, czemu zupa z ptasiej śliny uchodzi za luksus i jak wygląda teatr zakupów na lokalnym targu. Z równą swobodą pisze o kuchni, edukacyjnej presji, gościnności, oszczędności i o tym, że Wietnam wcale nie jest rajem. Są tu oszuści, bieda i kombinowanie, ale obok nich także realna szansa na zmianę życia.




Bardzo podobało mi się to, że Nowak nie wartościuje i nie moralizuje. On raczej obserwuje i tłumaczy. Wplata anegdoty, językowe wpadki (jak nazwanie teścia wołowiną), ciekawostki o mniejszościach etnicznych – Hmongach, Dao czy Khmerach – i pokazuje, jak łatwo popełnić błąd, źle stawiając akcent w języku tonalnym. Dzięki temu książka jest lekka, zabawna, ale jednocześnie pełna treści. To nie jest sucha encyklopedia faktów, tylko opowieść o ludziach, ich przyzwyczajeniach, wierzeniach i codziennych rytuałach.

Dla mnie największą siłą Duchów i smartfonów jest pokazanie zderzenia tradycji z nowoczesnością. Tytuł nie jest przypadkowy: w jednym rozdziale spotykamy duchy przodków, w drugim smartfony i media społecznościowe. I nagle okazuje się, że te dwa światy nie walczą ze sobą, lecz współistnieją. Po tej książce przestaje się myśleć o Wietnamie stereotypowo. To już nie tylko ryż i street food, ale żywy, skomplikowany organizm.
Skończyłem lekturę z poczuciem, że odbyłem podróż bez pakowania walizki. I, co najważniejsze, z jeszcze większą ochotą, by kiedyś zobaczyć ten kraj na własne oczy.



ZALETY
- gawędziarski, lekki i wciągający styl;
- autentyczność wynikająca z życia autora w Wietnamie;
- mnóstwo ciekawostek kulturowych i językowych;
- brak turystycznego lukru i idealizowania rzeczywistości;
- świetne pokazanie kontrastu między tradycją a nowoczesnością;
- humor, anegdoty i ludzkie historie zamiast suchych faktów.



INFORMACJE O KSIĄŻCE
SERIA: Oblicza świata
AUTOR: Andrzej Nowak
WYDAWNICTWO: Bezdroża
LICZBA STRON: 288
ROK WYDANIA: 2026
KATEGORIA: reportaż
JĘZYK: polski
WIEK: 14+
SPRAWDŹ GDZIE KUPIĆ TĄ KSIĄŻKĘ W DOBREJ CENIE
Miłej lektury!
Opisywana książka jest egzemplarzem recenzenckim.
Wydawnictwo nie miało wpływu na moją ocenę i treść tego artytkułu.
Za książkę dziękuję wydawnictwu
