
Zamykanie ukochanej trylogii zawsze budzi we mnie mieszane uczucia: ekscytację, lęk i nadzieję, że autor nie zmarnuje potencjału budowanego przez setki stron. Sięgając po Wiarołomcę, finał Bogobójczyni, chciałam jednego – żeby ta historia mnie porwała i zostawiła z poczuciem, że wszystko miało sens. I mogę powiedzieć jedno: to zakończenie było dokładnie takie, jakiego potrzebowałam. Brutalne, emocjonalne, momentami gorzkie, ale przede wszystkim szczere.

Od pierwszych stron książka wrzuca czytelnika w sam środek chaosu. Wojna nie jest już odległym zagrożeniem – ona nadeszła. Bogini ognia Hseth maszeruje na południe, a świat balansuje na krawędzi zagłady. Jedyną szansą na przetrwanie staje się kruchy sojusz dawnych wrogów, zbudowany na nieufności, bólu i desperacji. Czułam, jak stawka rośnie z każdym rozdziałem, a autorka absolutnie nie oszczędza ani bohaterów, ani czytelnika.




Największą siłą Wiarołomcy są dla mnie postacie. Powrót do ich perspektyw był jak spotkanie starych przyjaciół – poranionych, zmęczonych, ale wciąż walczących. Elon, zmuszony do współpracy z Arrenem – królem, przyjacielem i wrogiem w jednym – przechodzi emocjonalną huśtawkę pełną żalu, frustracji i odpowiedzialności. Ich relacja w końcu dostaje przestrzeń na rozwój i trudne decyzje. Inara, podróżująca z matką na statku, nadal zmaga się z własnymi mocami i tożsamością, a jej droga ku samoakceptacji jest jedną z najbardziej poruszających w całej trylogii.
Ale to Kissen ponownie skradła moje serce. Jej bezpośredniość, inteligencja i ogromne, choć skrywane, pokłady empatii sprawiły, że każdy rozdział z jej perspektywy czytałam z zapartym tchem. Jej poszukiwanie rodziny i odpowiedzi na pytanie, o co tak naprawdę warto walczyć, nadaje tej wojennej opowieści bardzo ludzki wymiar. Skediceth – chaotyczny bóg bez wyznawców – również zachwyca swoją przemianą i refleksją nad wiarą, stratą i odpowiedzialnością. Motyw wiary, tego jak można ją utracić i odzyskać, wybrzmiewa tu wyjątkowo mocno.

Fabuła skupia się głównie na przygotowaniach do wojny, negocjacjach i strategii, a rozdzielenie bohaterów momentami spowalnia tempo. Przyznaję, że w pierwszej połowie książki czułam lekkie znużenie, bo najbardziej błyszczy ona wtedy, gdy bohaterowie są razem. Druga połowa jednak wynagradza wszystko – tempo przyspiesza, emocje sięgają zenitu, a finał… boli. I właśnie dlatego jest tak dobry. Autorka nie idzie na łatwiznę, nie daje prostych rozwiązań ani w pełni szczęśliwych zakończeń. Cena nadziei okazuje się wysoka.
Wiarołomca to godne, epickie zakończenie serii, które zostawiło mnie z pustką w sercu i ogromnym szacunkiem dla odwagi narracyjnej. Jedna z najlepszych finałowych odsłon fantasy, jakie czytałam w ostatnich latach.




ZALETY
- epicki, emocjonalny finał z wysoką stawką;
- świetnie napisane, wielowymiarowe postacie;
- mocne motywy wiary, poświęcenia, żalu i nadziei;
- różnorodna reprezentacja i autentyczne relacje;
- odwaga w podejmowaniu trudnych, nieoczywistych decyzji fabularnych;
- satysfakcjonujące, choć gorzkie zakończenie trylogii.





INFORMACJE O KSIĄŻCE
SERIA: Upadli bogowie
TOM: 3
AUTORKA: Hannah Kaner
TŁUMACZENIE: Jacek Drewnowski
WYDAWNICTWO: Jaguar
LICZBA STRON: 432
ROK WYDANIA: 2026
KATEGORIA: fantasy
JĘZYK: polski
WIEK: 15+
SPRAWDŹ GDZIE KUPIĆ TĄ KSIĄŻKĘ W DOBREJ CENIE
Miłej lektury!
Opisywana książka jest egzemplarzem recenzenckim.
Wydawnictwo nie miało wpływu na moją ocenę i treść tego artytkułu.
Za książkę dziękuję wydawnictwu
