
Seria Oblicza świata od dawna należy do moich ulubionych. Lubię ją za to, że pozwala podróżować bez ruszania się z fotela, zaglądać w miejsca, które zwykle znamy tylko z nagłówków i stereotypów. Kiedy więc w moje ręce trafiła kolejna pozycja z tego cyklu pt. Grenlandia. Ulotny duch Północy, wiedziałam, że czeka mnie nie tylko porcja faktów, ale prawdziwa wyprawa na koniec świata.
Grenlandia od zawsze działała na moją wyobraźnię: biała plama na mapie, kraina lodu, wiatru i ciszy, a jednocześnie miejsce, o którym mówi się dziś coraz głośniej w kontekście polityki i zmian klimatu. Ta książka pozwoliła mi spojrzeć na nią znacznie głębiej niż przez pryzmat medialnych nagłówków.

Już od pierwszych stron poczułam, że to nie jest suchy reportaż ani akademicki wykład. Autorka prowadzi przez Grenlandię jak przewodniczka, która zna każdy zakamarek wyspy – zarówno ten geograficzny, jak i duchowy. Pokazuje, że miejsce kojarzone głównie z lodowcami i surowością ma w sobie niezwykłą egzotykę, głębię i historię, której na co dzień nie dostrzegamy. Czytając, miałam wrażenie, że zdejmuję z Grenlandii kolejne warstwy stereotypów.
Fabuła, a raczej narracja książki, obejmuje bardzo szerokie spektrum tematów. Autorka zaczyna od początków osadnictwa: wyjaśnia, skąd na wyspie pojawili się Inuici, jak wyglądało ich przystosowanie do ekstremalnych warunków oraz jak później na Grenlandii znaleźli się Wikingowie i Duńczycy. Dowiaduję się, skąd wzięła się zależność od Danii i jak krok po kroku wyspa dochodziła do autonomii. Wszystko podane jest w sposób przystępny, bez przytłaczania datami, za to z naciskiem na sens wydarzeń i ich konsekwencje dla mieszkańców.



Sporo miejsca poświęcono geografii, florze i faunie. Autorka pokazuje, że Grenlandia to nie tylko lód, ale także specyficzny, delikatny ekosystem, który dziś coraz mocniej odczuwa skutki zmian klimatycznych. Bardzo poruszyły mnie fragmenty o topniejących lodowcach i o tym, jak wpływa to na życie ludzi, ich pracę, polowania i poczucie bezpieczeństwa. Nagle polityka klimatyczna przestaje być abstrakcją – ma konkretne twarze i historie.
Najbardziej wciągająca była dla mnie część poświęcona wierzeniom i kulturze Inuitów. Autorka opisuje dawne legendy, ludowe podania, duchy, rytuały i sposób postrzegania świata przez rdzennych mieszkańców. Dzięki temu Grenlandia przestaje być tylko miejscem – staje się opowieścią. Te fragmenty czytałam jak baśnie z Północy, w których natura, zwierzęta i ludzie tworzą jedną wspólną przestrzeń.
Interesująco wypada też wątek współczesny. Autorka zastanawia się, skąd bierze się zainteresowanie USA Grenlandią i jakie korzyści, ale też zagrożenia, mogłoby przynieść ewentualne przyłączenie wyspy do Stanów Zjednoczonych. Nie narzuca opinii, raczej prowokuje do myślenia i pokazuje różne scenariusze przyszłości. Dzięki temu książka jest bardzo „na czasie”, a jednocześnie nie traci swojego reportażowo-kulturowego charakteru.

Całość czyta się szybko, ale nie powierzchownie. To jedna z tych książek, po których mam poczucie, że naprawdę czegoś się dowiedziałam, a jednocześnie poczułam klimat miejsca. Grenlandia. Ulotny duch Północy to idealna propozycja dla tych, którzy chcą wyruszyć w podróż bez wychodzenia z domu -spokojną, mądrą i pełną refleksji.


ZALETY
- wciągający, lekki i przystępny styl;
- ciekawie przedstawiona historia Grenlandii od osadników po autonomię;
- bogate opisy kultury i wierzeń Inuitów;
- aktualne spojrzenie na politykę i zmiany klimatyczne;
- obalanie stereotypów o „lodowej pustyni”;
- kompaktowa forma, dużo treści bez nudy.




INFORMACJE O KSIĄŻCE
SERIA: Oblicza świata
AUTORKA: Paulina Tondos
WYDAWNICTWO: Bezdroża
LICZBA STRON: 192
ROK WYDANIA: 2025
KATEGORIA: reportaż
JĘZYK: polski
WIEK: 14+
SPRAWDŹ GDZIE KUPIĆ TĄ KSIĄŻKĘ W DOBREJ CENIE
Miłej lektury!
Opisywana książka jest egzemplarzem recenzenckim.
Wydawnictwo nie miało wpływu na moją ocenę i treść tego artytkułu.
Za książkę dziękuję wydawnictwu
