Walencja to jedno z tych miast, które łatwo polubić od pierwszego spaceru, ale prawdziwie docenia się je dopiero wtedy, gdy można w nim trochę pomieszkać. Ja miałam to szczęście spędzić tu trzy miesiące na praktykach w ramach programu Erasmus+ i zobaczyć miasto nie tylko oczami turystki, ale też mieszkanki. Poranne dojazdy do poblijskiej Catarroji, zakupy na lokalnych targach, rowerowe przejażdżki w dawnym korycie rzeki Turia i zachody słońca w różnych częściach miasta przez chwilę były moją codziennością.

I choć taki dłuższy pobyt daje ogromną perspektywę, Walencja świetnie sprawdza się także na krótszy wypad. Jeśli nie masz możliwości zostać tu na semestr, na city break do hiszpańskiej Walencji można się też wybrać z ITAKĄ i w kilka dni złapać jej klimat – od zabytków, przez plaże, aż po słynną paellę.

A dziś podpowiem Ci, co warto zobaczyć tym mieście!

Miejscem, w którym byłam praktycznie codziennie był dworzec Estació del Nord (Xàtiva). To nie jest zwykły punkt przesiadkowy, tylko modernistyczna wizytówka miasta z początku XX wieku. Ceramiczne mozaiki z pomarańczami i ornamentami przypominają, że Walencja od zawsze żyła handlem, portem i żyzną ziemią wokół. Warto wejść do środka nawet wtedy, gdy nigdzie nie jedziesz – ot, żeby poczuć klimat dawnej elegancji. A wierz mi, nie pożałujesz.

Tuż obok dworca Estació del Nord, przy placu de Bous, stoi budowla, która na pierwszy rzut oka kojarzy się z rzymskim Koloseum. To Plaza de Toros de Valencia – XIX-wieczna arena walk byków, jedna z największych w Hiszpanii. Jej monumentalna, kolista forma i arkady sprawiają, że wielu podróżnych zatrzymuje się tu jeszcze zanim ruszy dalej w miasto. Nawet jeśli nie interesują Cię corridy, warto obejść arenę dookoła. Mnie niestety nie udało się wejść do środka, ale może Ty będziesz miał_ więcej szczęścia.

Stąd, dosłownie jakieś 10 minut spacerem, blisko do Ciutat Vella. To tu widać wszystkie warstwy historii Walencji: rzymskie fundamenty, arabskie wpływy (miasto było przez wieki pod panowaniem Maurów), gotyckie kościoły i place, na których dziś królują kawiarniane ogródki. Polecam przechadzać się bez planu – skręcaj w wąskie uliczki, zaglądaj na małe place i pozwól, żeby miasto samo się odsłaniało. Zdradzę Ci tylko, że warto kierować się w stronę wysokiej wieży, która…

…znajduje się w samym sercu starego miasta. Jest to El Miguelete (El Micalet) – słynna, ośmiokątna wieża katedry w Walencji. To właśnie na nią warto się wspiąć, jeśli chcesz zobaczyć miasto z naprawdę imponującej wysokości. Do pokonania jest ponad 200 schodów, krętych i wąskich, ale każdy stopień zbliża do widoku, który zapiera dech. Na górze czeka panorama na dachy Ciutat Vella, Plaza de la Reina i dalsze dzielnice aż po Morze Śródziemne. To jedno z tych miejsc, gdzie Walencja pokazuje się w całej okazałości – historyczna, słoneczna i pełna życia.

Jednym z miejsc, które idealnie łączy historię z codziennością, jest Mercado Central – słynny market w zabytkowym budynku. To modernistyczna hala z 1928 roku, pełna światła, szkła i metalu. Ale najważniejsze dzieje się przy stoiskach: świeże owoce morza, szynki, sery, przyprawy i oczywiście pomarańcze. Mini-poradnik: przyjdź tu na śniadanie – kawa, świeżo wyciskany sok i empanadilla smakują najlepiej właśnie tutaj. Z resztą, więcej o tym miejscu pisałam już jakiś czas temu i możesz przeczytać o nim TUTAJ.

Dla kontrastu z historią warto wyskoczyć do futurystycznej Ciudad de las Artes y las Ciencias, gdzie znajduje się słynne oceanarium (L’Oceanogràfic). Nawet jeśli nie jesteś fanem takich atrakcji, architektura robi ogromne wrażenie. To symbol nowoczesnej Walencji – miasta, które po wielkiej powodzi w 1957 roku odważnie zmieniło swoje oblicze, przenosząc rzekę Turia i tworząc w jej dawnym korycie zielony park.

Z kolei jeśli masz ochotę na naturę, wybierz się do Albufery – słonego jeziora i parku przyrodniczego kilka kilometrów od centrum. To stąd pochodzi oryginalna paella, bo okolice jeziora od wieków były ryżowym zapleczem miasta. Rejs łodzią o zachodzie słońca to jedna z tych rzeczy, które zostają w pamięci na długo. Porada: jedź lokalnym autobusem i zjedz obiad w jednej z małych restauracji – taniej i bardziej autentycznie.

WAŻNE INFORMACJE:

  • daj sobie luz w planie: to miasto nagradza tych, którzy nie liczą minut;
  • poruszaj się pieszo i komunikacją miejską, centrum jest zwarte, a metro i autobusy działają sprawnie;
  • jedź tam, gdzie jedzą lokalsi, i pamiętaj: paellę zamawia się na lunch, nie na kolację!
  • zabierz wygodne buty – Walencja najlepiej smakuje „na nogach”.

Walencja nie próbuje być Barceloną ani Madrytem. Jest sobą: trochę historyczna, trochę nowoczesna, bardzo słoneczna i zaskakująco spokojna. Idealna na weekend, po którym masz ochotę wrócić.

A Ty? Byłeś już w Walencji? 🙂

Jeśli podoba Ci się to co robię

Postaw mi kawę na buycoffee.to