
Odkąd tylko usłyszałam o Surogatce, miałam przeczucie, że ta historia nie będzie jedną z wielu. Ale nie spodziewałam się, że porwie mnie tak całkowicie, że będę czytać do późnej nocy, wstrzymując oddech, zaciskając palce na okładce i co chwilę pytając samą siebie: czy naprawdę można jeszcze uwierzyć w miłość po tak wielkiej stracie?

Sigmund Benedictus – wdowiec, którego życie rozpadło się pięć lat temu – od razu wydał mi się człowiekiem, który po prostu… gaśnie. Jego świat zatrzymał się w dniu śmierci Britney. Dlatego kiedy dowiaduje się o planie teściów, by użyć zamrożonych jajeczek córki i sprowadzić na świat wnuka, jego sprzeciw jest tak samo naturalny, jak bolesny. Ale obietnica dana żonie przed śmiercią zmienia wszystko.
I tak rozpoczyna się historia, która wstrząsnęła mną bardziej, niż mogłam przewidzieć. Abby Knickerbocker, młoda Amerykanka, wybrana na surogatkę, wkracza w życie Siga niczym promień słońca wpadający do zakurzonego, od lat nieotwieranego pokoju. A jednak ich pierwszy kontakt to prawdziwa katastrofa. Sig jest zamknięty, chłodny, zraniony tak głęboko, że nawet najmniejszy gest dobrej woli odbiera jako zagrożenie. Abby z kolei jest ciepła, serdeczna, ale nie naiwna; dziewczyna, która wie, że ta praca wymaga serca i odwagi – i że nie wolno jej się zaangażować.
Oczywiście oboje nie mają szans, by pozostać obojętni.



I właśnie tu zaczęłam się rozpływać. To, jak powoli zmienia się relacja tej dwójki, jest pokazane z niezwykłą delikatnością i wyczuciem. Najpierw niechęć, ostre słowa, poczucie, że każde spotkanie kończy się zgrzytem. Potem ostrożne gesty, drobne rozmowy, które nie powinny nic znaczyć, a jednak zaczynają coś budować. A wreszcie… iskra, która zapala się wbrew rozsądkowi, wbrew okolicznościom, wbrew przyszłości, która wydaje się im nie przysługiwać.
To, jak autorka opisuje emocje – tę powolną odwilż w sercu Siga, tę rosnącą fascynację Abby – sprawiło, że czułam się jak podglądaczka ich najintymniejszych momentów. I choć wiedziałam, że to uczucie jest dla nich obojga ryzykowne, zakazane, właściwie niemożliwe… kibicowałam im jak szalona.

Były sceny, które ściskały mnie w gardle. Były takie, przy których naprawdę musiałam odłożyć książkę i chwilę ochłonąć. Były też momenty, kiedy uśmiechałam się szeroko, bo między bohaterami rodziła się nie tylko namiętność, ale również piękna, krucha przyjaźń – taka, która daje poczucie, że ktoś po prostu widzi cię takim, jakim jesteś.
A finał? Nie będę go zdradzać, ale powiem jedno: do ostatniej strony miałam wrażenie, że przeżywam coś więcej niż romans. To była opowieść o tym, jak miłość, ta najprawdziwsza, najprostsza, potrafi uleczyć nawet najbardziej pokiereszowane serca.

ZALETY
- poruszająca, wielowarstwowa historia, która zostaje w sercu na długo;
- pięknie poprowadzony wątek od niechęci do głębokiego uczucia;
- bohaterowie z krwi i kości, pełni sprzeczności i emocjonalnych ran;
- niepowtarzalny klimat: subtelny, intymny, wzruszający;
- doskonałe tempo i narracja, które wciągają od pierwszej strony;
- idealne połączenie delikatności, namiętności i dramatyzmu;
- finał, który przynosi zarówno łzy, jak i ukojenie.



INFORMACJE O KSIĄŻCE
AUTORKA: Penelope Ward
WYDAWNICTWO: Editio Red
LICZBA STRON: 376
ROK WYDANIA: 2025
KATEGORIA: romans, literatura obyczajowa
JĘZYK: polski
WIEK: 18+
SPRAWDŹ GDZIE KUPIĆ TĄ KSIĄŻKĘ W DOBREJ CENIE
Miłej lektury!
Opisywana książka jest egzemplarzem recenzenckim.
Wydawnictwo nie miało wpływu na moją ocenę i treść tego artytkułu.
Za książkę dziękuję wydawnictwu
