To już 5 wpis z Potterowej serii na moim blogu i tym razem postanowiłam przygotować aż 3 analizy różnych nauczycieli. Jedyną rzeczą, która łączy te postaci to, to, że wszyscy wspólnie pojawili się na łamach książki Zakon Feniksa (ale to nie oznacza, że dwoje z nich nie pojawiło się we wcześniejszych lub dalszych książach). Ciekawa jestem, czy po tym krótkim wstępie domyślasz się o kogo może mi tutaj chodzić 🙂

Na pierwszy ogień postanowiłam przybliżyć Ci postać dość tajemniczą, która nauczała wróżbiarstwa w Hogwarcie. Firenzo został zatrudniony przez dyrektora Hogwartu, gdy Wielki Inkwizytor (bleh) zwolnił ówczesną czarownicę – Sybillę Trelawney. Zaakceptowanie propozycji Dumbledora skutkowało tym, że pozostali członkowie stada, wykluczyli Firenzo i wygnali z Zakazanego Lasu. Jeśli potterowe uniwersum jest Ci obce, to być może w tym momencie drapiesz się po głowie i zastanawiasz: „Jakie stado? Co ona bredzi? To kim był ten nauczyciel?” Już śpieszę z wyjaśnieniem. Firenzo był centaurem i z racji tego, że poruszał się on na 4 kopytach, sala, którą przygotował dla niego Dumbledore znajdowała się na parterze i przypominała las. Nie było w niej ławek, uczniowie siedzieli na pieńkach lub leżeli na trawie i zgłębiali tajemnice ułożenia gwiazd.

Z pierwszej lekcji wydawać by się mogło, że nowy nauczyciel ma zdrowe podejście do nauczania i jest bardzo empatyczną istotą. Nie traktuje ludzi jak wrogów i gorszy, tudzież głupszy, gatunek niż jego. Traktował wszystkich z szacunkiem. Ponadto, nie wyrażał się negatywnie o swojej koleżance po fachu, profesor Trelewney (niestety tego samego powiedzieć o niej nie można, ponieważ często nazywała Firenza koniem). Często podkreślał to, że być może Sybilla jest widząca, ale nie dostrzega tego, co on, ponieważ centaury (centaurowie?) zajmują się przewidywaniem wielkich i ważnych rzeczy. No i przede wszystkim wykorzystują do tego naturę, a nie szklane kule czy fusy. Firenzo mógł sprawiać wrażenie trochę wyniosłego, jednakże nie obnosił się ze swoją wiedzą i nie patrzył na innych jak na głupszych, ale często podkreślał różnice pomiędzy centaurami, a ludźmi.

Czego możesz się od niego nauczyć?

Firenzo dostał zdecydowanie za mało czasu „antenowego” aby dobrze zgłębić jego nauczycielski warsztat, jednakże udało mi się wyciągnąć kilka rzeczy, których warto się od niego nauczyć lub chociaż zwrócić na nie uwagę.

Przede wszystkim, centaur pomimo tego, że uważał się za mądrzejszego (wszystkie centaury tak mają), to nie poniżał z tego powodu innych osób. Traktował ich z szacunkiem, niezależnie od tego czy byli to uczniowie czy nauczyciele. Wiadome jest, że jego konkurentka za nim nie przepadała, a najgorsze w tym jest to, że wcale tego nie ukrywała. Być może, masz w swoim otoczeniu osobę, która za wszelką cenę urudnia Ci życie. Jeśli tak, to bądź jak Firenzo – nie reaguj. Takim czymś po prostu pokażesz, że nie przejmujesz się takimi rzeczami, a jeżeli taka osoba będzie się do Ciebie zwracała w niemiły sposób, Ty bądź dla niej dobry i okaż jej szacunek 🙂

Kolejną rzeczą, na którą warto zwrócić uwagę było podejście nauczyciela do uczniów. Zdawał sobie sprawę, że przedmiot, którego naucza jest ekstremalnie trudny, nawet dla centaurów, a co dopiero dla ludzi. Na pierwszych zajęciach podkreślił, że uczniowie z pewnością będą mieli trudności z opanowaniem materiału, ale oni (centaury) też je miewają. Dzięki takiemu zabiegowi, uczniowie nie czują się jak banda głupków, którzy zastanawiają się po co uczyć się czegoś, co jest takie trudne, ale komunikat zostaje już inaczej odebrany poprzez pokazanie, że dla nauczyciela też było to trudne. Warto wtedy także podkreślić, żeby się zrażali niepowodzeniami, bo jest to rzecz naturalna, ale żeby postarali się z tych niepowodzeń wyciągnąć naukę na przyszłość. Dzięki takiemu podejściu, Twoi wychowankowie nie stracą chęci do nauki 🙂

Była to czarownica, która nauczała Opieki Nad Magicznymi Stworzeniami w zastępstwie za Hagrida. Ogólnie, większość uczniów uznała tą zmianę nauczyciela na lepszą, ponieważ nie musieli się już więcej opiekować strasznymi sklątkami tylnowybuchowmi i innymi “łagodnymi” według Hagrida stworzeniami. Podczas lekcji z profesor Grubbly-Plank mogli za to zobaczyć np. jednorożce. Nie będę ukrywać, że damska część uczniów była tym zachwycona, w związku z tym uznały pierwszą lekcję z nową profesor za rewelacyjną.

Podczas swoich zajęć, była bardzo rzeczowa i jasno wydawała polecenia, a jej opisy stworzeń były bardzo zwięzłe. Niektórzy uczniowie, mogli odebrać jej zachowanie jako niesympatyczne i opryskliwe, zwłaszcza gdy zadawali pytania o Hagrida. Ponadto, oprócz prowadzenia zajęć za półolbrzyma, Wilhelmina przejęła także powitanie pierwszoroczniaków ze stacji 1 września i przetransportowanie ich do zamku w łodziach po jeziorze.

Czego możesz się od niej nauczyć?

Pierwszą rzeczą, która przychodzi mi do głowy to opanowanie. Pracując z niesamowitymi stworzeniami, które często mogą okazać się niebezpieczne, jest to cecha jak najbardziej pożądana. Profesor Grubbly-Plank jednakże często “korzysta” z niej podczas prowadzenia swoich zajęć. Hospitacja? Nie ma problemu. Pytania do uczniów odnośnie jej osoby? Również nie ma problemu. Jest dobrze przygotowana i pewna swojej wiedzy, dlatego z opanowaniem i spokojem dalej prowadzi lekcję. Myślę, że ta cecha, podczas pracy w szkole jest bardzo przydatna, ponieważ wiadomo nie od dziś, że czasem w klasie trafią się takie ananasy, co lubią przeszkadzać i zrobią wszystko aby wyprowadzić nauczyciela z równowagi. Wtedy przypomnij weź głęboki oddech, policz do 10 i kontynuuj lekcję! 😀

Drugą rzeczą są jasne polecenia. Podczas lektury, nie zauważyłam żadnej wzmianki o tym, że jakiś uczeń nie wie, co ma robić podczas lekcji. Profesor Grubbly-Plank wydaje bardzo proste i konkretne komunikaty, dzięki którym uczniowie doskonale wiedzą jakie mają zadanie do wykonania. Często, my nauczyciele jesteśmy gadułami i lubimy wydawać długie i zawiłe polecenia, a prawda jest taka, że uczniowie się wyłączają po kilku minutach i w sumie nie wiedzą co mają zrobić. Dlatego uważam, że wato popracować nad wydawaniem poleceń w stylu Wilhelminy.

Opis tej czarownicy był dla mnie dość problematyczny, ponieważ dużo czasu zajęło mi przemyślenie czego tak na dobrą sprawę można się nauczyć od Umbridge. Ale pozwól, że zacznę od początku.

Nauczała Obrony przed Czarną Magią, pomimo tego, że była zwykłym urzędnikiem, jednakże, Ministerstwo Magii wybrało właśnie Umbridge na nauczyciela, po to aby wiedzieć co dzieje się w Hogwarcie. Jednym słowem – Korneliusz Knot, chciał mieć szpiega. Po jakimś czasie, Minister Magii, nadał jej tytuł Wielkiego Inkwizytora Hogwartu, co wiązało się z tym, że mogła robić sobie w szkole co jej się żywnie podobało, ponieważ jej zwierzchnikiem nie był dyrektor Albus Dumbledore, a właśnie Minister Magii.

Po jakimś czasie, Minister Magii, nadał jej tytuł Wielkiego Inkwizytora Hogwartu, co wiązało się z tym, że mogła robić sobie w szkole, co jej się żywnie podobało, ponieważ jej zwierzchnikiem nie był dyrektor Albus Dumbledore, tylko Minister Magii. Od razu mówię, że wyszedł z tego niezły burdel, bo niskiego wzrostu czarownica, okazała się ogromnym despotą ze słodziutkim głosikiem w różowej garsonce. Mogła hospitować lekcje innych nauczycieli, a także mogła ich zwolnić, jeśli wydali się jej nieodpowiedni. Miała obsesję na punkcie kontroli absolutnie wszystkiego – od klubów uczniowskich aż po mecze i treningi quidditcha. Myślę, że podczas jej “rządów” była jeszcze bardziej znienawidzonym nauczycielem niż Severus, a to jest ogroooooomne osiągnięcie. Uczniowie nie kryli się z tym, że jej nie lubią, co często doprowadzało do tego, że robili jej różne psikusy. Filch natomiast ją uwielbiał, ponieważ zezwoliła ona na kary cielesne na uczniach, o których on tak naprawdę skrycie marzył. Nie muszę chyba mówić, że nauczyciele też nie pałali do niej sympatią i w pewnym momencie całkowicie przestali reagować na jej prośby o pomoc z poradzeniem sobie z uczniami lub zrobionych przez nich bagnem. W sumie edukacja w ogóle jej nie obchodziła i do tej pory zastanawiam się, jakim cudem taka osoba mogła nawiązać jakiekolwiek bliższe relacje, chociażby z jej współpracownikami w Ministerstwie Magii, bo o relacjach w Hogwarcie nie chcę nawet myśleć.

Skoro mniej więcej jesteś już zaznajomiony z tym, jak wyglądała jej działalność w Hogwarcie, to teraz chciałabym pokrótce opowiedzieć Ci o tym, jak wyglądały jej lekcje Obrony przed Czarną Magią.

Umbridge jak na swój niski wzrost była ogromną formalistką, która ściśle przestrzegała programu nauczania zredagowanego przez Ministerstwo Magii co skutkowało tym, że jej lekcje polegały wyłącznie na czytaniu książek i robieniu notatek. Zajęcia były czysto teoretyczne, co w jej przekonaniu, miało umożliwić młodym czarownicom i czarodziejom dokładniejsze przyswojeniu materiału. Pytania uczniów o to, co z praktykowaniem zaklęć, ponieważ na końcoworocznych egzaminach mogą być oni poproszeni o pokazanie danego czaru w praktyce, czy nawet o sytuację życiową, w której będą musieli użyć danego zaklęcia, odpowiedziała, że jeśli dobrze przyswoją teorię, to poradzą sobie z praktyką. Jak sam możesz się spodziewać, było to trochę średnio interesujące dla uczniów, którzy naprawdę chcieli się czegoś nauczyć. Ponadto, na jej lekcjach obowiązywała tylko i wyłącznie jej racja i zdanie, a opinie uczniów nic dla niej nie znaczyły i kompletnie nic sobie z nich nie robiła.

Aby jeszcze bardziej okazać im jakikolwiek brak szacunku, to Umbridge traktowała uczniów jak dzieci, co objawiało się np. wymaganiem od nich chóralnych odpowiedzi na jej pytania, a próby zdyscyplinowania wychowanków, polegały na wymuszaniu podniesionej ręki, gdy chciało się ją o coś zapytać. Jak sam możesz się pewnie domyślić, po jakimś czasie uczniowie zaprzestali pytać ją o cokolwiek, bo nie miało to najmniejszego sensu. Aby jej nauczycielska praktyka była jeszcze bardziej znienawidzona przez uczniów, postanowiła wykorzystywać szlabany, które raczej nie były takie typowe. Polegały one na tym, że uczniowie pisali to samo zdanie własną krwią zamiast normalnym atramentem. Skutkować to miało tym, że tak przepisywane zdanie, “wycinało” im się na dłoni. Tak, Umbridge uwielbiała stosować kary cielesne, które były w Hogwarcie zakazane.

Na koniec opisu, chciałam tylko dodać, że jej lekcje były nudne jak flaki z olejem, ponieważ gdy uczniowie nie musieli czytać książek, to byli zmuszeni słuchać jej monotonnych wykładów, z których nic nie byli w stanie zanotować, ponieważ prowadzone były w bardzo usypiający sposób. Od czasu do czasu, Umbridge dała się ponieść i używała swojego piskliwego głosiku, aby ich wybudzić.

Tak jak wspominałam wcześniej, jej panoszenie się w Hogwarcie i czepialstwo irytowało nie tylko uczniów, ale również innych nauczycieli, którzy często wcale nie kryli się ze swoimi uczuciami względem niej.

Czego możesz się od niej nauczyć?

Wymyślenie czego można się od niej nauczyć, nie przyszło mi wcale tak łatwo i pomogła mi w tym Monika z That is Evil. Wspólnie udało się nam zrobić dość sporą listę, którą teraz chciałabym się z Tobą podzielić.

Zacznę od tego, że Dolores Umbridge to osoba, którą raczej ciężko polubić, ponieważ jest ona przekonana o swojej nieomylności i wyjątkowości. Takie zaślepienie i uważanie siebie, i swoich metod wychowawczych za najlepsze i idealne, a ponadto, całkowite zamknięcie się na uwagi i porady  od innych nauczycieli lub współpracowników nie jest dobre. Oznacza to tylko tyle, że stoisz w miejscu i masz ochoty ruszyć się ani ociupinkę do przodu, aby się rozwinąć i dowiedzieć czegoś nowego. Jak zapewne wiesz, osobiście uważam, że ciągły rozwój osobisty i szlifowanie swoich nauczycielskich umiejętności w naszej branży jest bardzo istotne. Zmieniają się czasy, w których żyjemy, zmieniają się metody, podejście uczniów i ich motywacja dlatego jako nauczyciele musimy być otwarci na zmiany i się ich nie bać.

Druga sprawa, to podejście Umbridge do uczniów, które jest po prostu okropne i nie będę ukrywać tego, że niesamowicie ich męczyła psychicznie i cieleśnie, zwłaszcza podczas szlabanów, co jest już totalną przeginką. Mam nadzieję, że nie muszę przypominać o tym, że taki sposób karania jest niedozwolony i urąga drugiej osobie. W ogóle jakiekolwiek karanie nie ma żadnych korzyści i jest to całkowicie zbędne, ponieważ może spowodować tylko ogromną krzywdę. Ale skupmy się na relacjach Wielkiego Inkwizytora z uczniami, o ile mamy o czym tu mówić. Lekceważące podejście i traktowanie ich w taki sposób, jaki robiła Umbridge spowodowało tylko to, że uczniowie jej nienawidzili. Okazywała im całkowity brak szacunku, jednocześnie domagając się go do własnej osoby. To niestety tak nie działa. Na szacunek trzeba sobie zasłużyć. Pamiętaj o tym, że uczniowie są Twoim odbiciem i reagują na Ciebie i Twoje podejście. Jeśli Tobie nie zależy i masz olewasz ich, nie dziw się później, że oni zachowują się dokładnie tak samo względem Ciebie.

Umbridge pokazuje nam też, że metody motywacji trzeba dostosować do ucznia – może jej wybór był dyskusyjny, ale założenie się sprawdziło. Postawiła na terrororyzowanie uczniów i dotkliwe kary cielesne, co zapewniło jej to, że niektórzy uczniowie się jej bali. Inni z kolei postanowili działać i doszkalać się na własną rękę. Dzięki takim spotkaniom, wielu młodych czarodziejów i czarownic nauczyło się zaklęć i uroków, które z pewnością przydały się im później w życiu, a także podczas zdawania egzaminów.

Kolejną rzeczą, której możesz się od niej nauczyć jest również to, że do wprowadzenie reform w szkolnictwie powinno odbyć się w sposób przemyślany i dobrze zaplanowany. Idealnie by wręcz było, jeśli znalazłoby się więcej niż jedna osoba, która podążyłaby ścieżką ulepszenia. Umbridge, co prawda niby miała wsparcie Ministerstwa Magii, ale w rzeczywistości sama chciała wszystko zrobić, co wyszło jej bardzo nieudolnie. Nie da się tak ważnych zmian ogarnąć jednej osobie, która jeszcze robi to bez wcześniejszego poinformowania nauczycieli, dyrekcji czy uczniów, a więc osób, których te zmiany będą dotyczyły bezpośrednio.

A teraz, poprzez nieudolne próby zmieniania szkolnictwa, mogę płynnie przejść do tego, że takie zachowanie zdecydowanie ułatwia zjednoczenie się grupy ludzi, którzy mają jeden cel – wspólnego wroga. W tym wypadku zarówno nauczyciele jak i uczniwie zaczęli grać do jednej bramki, a wszystko po to aby pozbyć się Umbridge. Grono pedagogiczne przymykało oczy na wybryki uczniów, a ci bez obaw robili wszystko, aby jak najbardziej uprzykrzyć jej pracę w Hogwarcie.

Ogólnie Umbridge jest bardzo specyficzną osobą, po której być może nie widać na pierwszy rzut oka tego, że jest wredna i egoistyczna. Pod przykrywką swojego wyglądu – różowych garsonek i słodkiego głosiku, próbowała nabrać wszystkich w Hogwarcie, że jest super nauczycielem, który przecież chce tego co najlepsze dla młodych uczniów. W rzeczywistości jednak, nikt nie dał się nabrać na jej słodką i „niegroźną” przykrywkę.

Muszę przyznać, że opis Wielkiego Inkwizytora był dla mnie szczególnie trudny, ponieważ musiałam walczyć ze swoją ogromną niechęcią do tej kobiety i bardzo starałam się podejść do niej w tym wpisie na chłodno. Mam nadzieję, że mi się udało! 😀

Jestem bardzo ciekawa czy zgadzasz się z moją analizą 🙂 Podziel się swoją opinią w komentarzu.

To be continued…

P.S.

Jeśli nie czytałeś poprzednich wpisów, to możesz je znaleźć TUTAJ 🙂

Trzymaj się ciepło!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *