To już kolejny wpis z tej serii i bardzo chciałam Cię przeprosić za długą przerwę, ale ostnio ciężko było mi znaleźć czas na czytanie, a potem na zebranie myśli i zredagowanie tego wpisu. Ale dziś jest ten dzień, kiedy udało mi się tego dokonać! 😀 Bardzo się cieszę, ponieważ nie mogłam się doczekać analizowania tych dwóch całkowicie różnych od siebie osób. Już tłumaczę o co chodzi.

W dzisiejszym wpisie przedstawię Ci, dwóch kolejnych nauczycieli Obrony Przed Czarną Magią. Jakoś tak się zawsze składało, że żaden z profesorów nie zagrzał tej posady dłużej niż rok. W pierwszym wpisie przybliżyłam Ci postać Kwiryniusza Quirrella (TUTAJ możesz o nim poczytać), który pojawił się w 1 części przygód Harrego Pottera. W drugim, pod lupę wzięłam Gilderoya Lockharta (KLIK), a teraz, w 4 wpisie z tej serii poznasz nauczycieli Obrony Przed Czarną Magią z Więźnia Azkabanu i Czary Ognia.

To, co? Mogę zacząć? 🙂

To chyba jeden z moich ulubionych nauczycieli w Hogwarcie i muszę przyznać, że na jego zajęcia chodziłabym z ogromną chęcią, ale za chwilę dowiesz się dlaczego.

Chciałabym zacząć od przybliżenia Ci tej postaci, ponieważ jest ona dość kontrowersyjna. Pierwszą rzeczą jaką musisz wiedzieć jest to, że Remus Lupin był wilkołakiem. Ale spokojnie, dzięki specjalnemu eliksirowi tojadowemu, warzonemu przez Snape’a, był on zupełnie nieszkodliwy. Jako jedyny nauczyciel, 1 września przybył do Hogwartu razem z uczniami w pociągu Hogwart Express. Uczniowie, którzy podróżowali z nim w przedziale, raczej nie zwracali na niego większej uwagi, ponieważ Remus głównie spał. Jednakże zauważyli oni jego podniszczone szaty i zmęczenie na twarzy. Na ich szczęście, dobrze się stało, że przebywali razem z przyszłym profesorem w pociągu, ponieważ miał on okazję przegonić dementora, który wtargnął do pociągu aby sprawdzić czy przypadkiem nie ukrywa się w nim zbieg. Po tym incydencie, osoby przebywające w przedziale razem z Remusem nabrały do niego większego szacunku i nie mogli się oni doczekać pierwszej lekcji.

Przedmiot, który był jego domeną to Obrona Przed Czarną Magią. I w tym miejscu chciałabym zaznaczyć, że według mnie, był to najlepszy nauczyciel na tym stanowisku na przestrzeni całej serii przygód Harrego Pottera. Jako jeden z nielicznych miał wiedzę i szczere chęci nauczenia czegoś swoich uczniów. Postawił on na zajęcia bardzo praktyczne, podczas których młodzi czarodzieje i czarownice, miały okazję przećwiczyć zaklęcia, a także zmierzyć się z niektórymi stworzeniami.

Jako jeden z nielicznych profesorów, szanował swoich wychowanków i nigdy się z nich nie naśmiewał. Podczas jego zajęć, wszyscy uczniowie byli równi i zaczynali z tego samego poziomu. Nawet Neville Longbottom, który słynął ze swoją nieumyślnej fajtłopowatości, na zajęciach z Remusem nigdy nie czuł się gorszy ani wyśmiewany. Profesor zachęcał go i motywował do tego, żeby próbował nowych rzeczy. Najlepszym przykładem na to, było wybranie Neville jako pierwszego ucznia do walki z boginem (istotą, która przybierała postać rzeczy, której się boi osoba przed nim stojąca). Profesor Lupin zrobił to celowo, ponieważ kilka minut wcześniej, Longbottom był wyśmiewany i nękany przez profesora Snape’a. Z pewnością takie wyróżnienie było dla niego znaczące, zwłaszcza, że Neville poradził sobie świetnie z boginem i zyskał ogromny zapał do nauki.

Profesor Lupin pomógł również Harremu Potterowi w nauce zaawansowanego zaklęcia Patronusa, dzięki któremu mógł odpędzić czających się dementorów. Poświęcił na to wiele indywidualnych lekcji, ale przyniosło to zadowalające obie strony rezultaty. Ponadto, gdy zaszła taka potrzeba, Lupin potrafił wyciągnąć konsekwencje z nieodpowiedniego zachowania swoich wychowanków. Skonfiskował on między innymi Mapę Huncwotów Harrego, ponieważ chciał go chronić przed Syriuszem Blackiem.

Jak sam możesz się domyślić, prawie wszyscy uczniowie uwielbiali jego zajęcia i samego profesora. Darzyli go ogromnym szacunkiem, ale jak zawsze znalazła się pewna grupka uczniów (Ślizgonów), którzy musieli dawać mu się we znaki poprzez wyśmiewanie jego niedbałego wyglądu, a także połatane i obszarpane ubrania.

Niestety, profesor Lupin musiał zrezygnować ze swojego stanowiska, ponieważ podczas śniadania pod koniec roku, profesorowi Snapeowi „przypadkiem” się wymknęło przy stole Ślizgonów, że Remus jest wilkołakiem.

Czego możesz się od niego nauczyć?

Profesor Lupin był idealnym przykładem nauczyciela, dla którego najważniejsi byli uczniowie. Często okazywał im szacunek oraz to, że są dla niego ważni i wartościowi. Myślę, że dzięki takiemu zachowaniu wobec swoich podopiecznych, również on zyskał szacunek i uznanie w ich oczach. Jako nauczyciele, powinniśmy zachowywać się w podobny sposób. Przecież od dawna wiadomo, że więcej można zyskać dobrocią niż pogardą. Uczniowie to nie są tylko numerki w dzienniku, które wchodzą do sali na 45 minut, w czasie gdy Ty odbębniasz swoją robotę, a gdy zadzwoni dzwonek, wychodzą i widzisz ich dopiero za jakiś czas. Sytuacja się powtarza, gdy ponownie na korytarzu rozbrzmiewa dzwonek i wchodzi kolejna tura numerków. Takie funkcjonowanie jest kompletnie bezsensowne i nie wnosi nic w proces edukacji uczniów, a także dla Ciebie. Pamiętaj, że jesteś nauczycielem, a Twoim zadaniem jest nauczanie i przekazywanie wiedzy w taki sposób, aby Twoi podopieczni coś jednak z tego wiedzieli 🙂 Uczniowie są Twoim odbiciem, jeśli Ty czerpiesz radość z lekcji, oni też mają radochę. Natomiast gdy wpadasz do klasy z gniewnym spojrzeniem i wprowadzasz napiętą atmosferę – Twoi uczniowie też są nerwowi i nie potrafią się skupić na lekcji.

Remus słynął z tego, że nie wybuchał gniewem, a na swoich lekcjach zachowywał się spokojnie. Konflikty i niemiłe sytuacje starał się rozwiązać z godnością (np. te pomiędzy nim, a Snapem) lub humorystycznie przez co atmosfera w klasie nigdy nie była nerwowa i napięta. Pozwól, że się powtórzę, ale uczniowie są Twoim odbiciem. Gdy widzą w jaki sposób Ty radzisz sobie z trudnościami i przeciwnościami, oni wyciągają z tego wnioski i będą próbowali postąpić podobnie do Ciebie. Dlatego zadbaj o to, aby pokazywać im dobre rozwiązania niewygodnych sytuacji.

W poprzednich wpisach z tej serii, wiele razy podkreślałam, że uczniowie lubią uczyć się przydatnych rzeczy. Oni po prostu chcą wiedzieć, że to, co obecnie realizujecie przyda im się w przyszłości i ma jakiś cel. Samo zdanie egzaminu niekoniecznie musi być motywacją do nauki dla wszystkich uczniów. Profesor Lupin starał się prowadzić angażujące lekcje i jasno określać czego uczy to jego uczniów i w jakich sytuacjach im się ta wiedza przyda. Egzamin, który przygotował na koniec roku, opierał się na przejściu ścieżki, na której czaiły się niezwykłe stworzenia, z którymi młodzi czarodzieje walczyli w roku szkolnym. Sam Harry podkreślał wiele razy, że to, czego nauczył go Lupin, nie raz uratowało mu skórę. Może warto przemyśleć ten temat określania i podawania celów nawet najprostszych ćwiczeń na naszych zajęciach? 🙂

W swojej nauczycielskiej „karierze” często zdarzało mi się przejmować klasy po innym nauczycielu. Jeszcze przed pierwszymi zajęciami już wiedziałam, że Kazek to klasowy błazen i lubi się wygłupiać, Mietek to nic nie ogarnia i tylko siedzi bezczynnie, a Gienia to klasowy lizus i kujon. Spokojnie, imiona jakich użyłam są całkowicie randomowe i nie są to prawdziwe „przypadki” uczniowskich ról, w jakich wsadzili ich inni nauczyciele, którzy chcieli mi przecież pomóc. Ale czy na pewno? Wchodząc do sali i widząc Mietka, Kazka i Gienię, automatycznie przypisywałam do nich łatki, a przecież jeszcze nie miałam okazji ich poznać! Dlatego, bardzo podobało mi się podejście profesora Lupina, z tym, że na jego zajęciach wszyscy zaczynali z jednego poziomu i każdy miał czystą kartkę. Myślę, że to chyba najważniejsza nauka jaka płynie z jego nauczycielskiej kariery.

Ostatnią rzeczą, o której chcę już wspomnieć to to, że nie powinniśmy oceniać ich po wyglądzie i ubraniach. Przecież to prawda stara jak świat, a ciągle się z tym spotykam. Bardzo ciężkie jest pokazanie i wyjaśnienie, że to nie są najważniejsze cechy w innych osobach i każdemu należy się szacunek. Postaraj się o tym przypominać swoim uczniom 🙂

Długo się zastanawiam kogo powinnam wpisać jako prawdziwego nauczyciela, czy Croucha Juniora, który za pomocą eliksiru wielosokowego przemieniał się w Alastora Moodego, czy właśnie Alastora Moodego, który cały rok szkolny spędził de facto na dnie kufra młodego Croucha.

Jak sam możesz zobaczyć, zdecydowałam się jednak na Bartemiusza, ponieważ to on w rzeczywistości nauczał obrony przed czarną magią, pomimo tego, że nie wyglądał jak on. Nie chciałam tutaj kłamać, że to Moody prowadził zajęcia z Obrony Przed Czarną Magią, skoro to nie był on we własnej osobie. A szkoda, jestem bardzo ciekawa jakim byłby nauczycielem 🙂

No ale przejdźmy już do tego opisu. Barty prowadził dość specyficzne zajęcia, które były z pewnością, jakby to dobrze ująć, “wyjątkowe” i niezapomniane dla uczniów. Postanowił dobrze zapoznać młodych czarodziejów i czarownice z Zaklęciami Niewybaczalnymi, za których użycie (na drugim człowieku) można trafić do Azkabanu. Na szczęście dla uczniów, początkowo demonstrował je na pająkach, ale stwierdził, że idealną okazją do zrozumienia jak okropne są to zaklęcia, będzie przećwiczenie jednego z nich na własnej skórze. Nie, nie Croucha. Uczniów! Powiedzmy, że zamysł wygląda na dobry, bo wychodzi na to, że chciał aby jego podopieczni nauczyli się przeciwstawiać jednemu z tych zaklęć, które polegało na przejęciu kontroli nad umysłem. W rzeczywistości, jako śmierciożerca (osoba, która popierała Lorda Voldemorta), chciał się po prostu przekonać, czy komukolwiek uda się przeciwstawić temu zaklęciu.

Nie ma się co dziwić, że jego zajęcia raczej nie były wyczekiwane przez uczniów, a ponadto, a sam Crouch nie był także powszechnie lubiany. Po części było to spowodowane jego wyglądem, a dokładniej wyglądem Szalonookiego, który miał magiczne oko poruszające się samoistnie, a także na jego twarzy widniało sporo szram, po licznych walkach ze śmierciożercami. Dodatkowo, był trochę pochopny w swoich działaniach i nie widział najmniejszego problemu w przemienieniu Draco Malfoya, jednego z uczniów, we fretkę, a później lekkie znęcanie się nad nią, aby pokazać swoją wyższość.

Był niesamowicie nieodpowiedzialną osobą, w stosunku do uczniów,u których wzbudzał strach. W sumie, po części było spowodowane to jego psychopatyczną naturą, ale także brakiem pojęcia o nauczaniu i dobrych relacjach międzyludzkich. Niby starał się zdobyć zaufanie uczniów i nauczycieli, co wychodziło mu po prostu różnie, ale było to spowodowane tylko chęcią sprawienia, aby Harry Potter, wygrał odbywający się w tamtym czasie Turniej Trójmagiczny, ponieważ był potrzebny Czarnemu Panu, aby mógł powrócić i odzyskać swoją moc. Ale to już temat na kiedy indziej.

Czego możesz się od niego nauczyć?

No dobra, po przeczytaniu opisu, widzisz chyba najgorszego nauczyciela, jaki tylko może być. I prawdopodobnie masz rację, ale mimo wszystko postaraj się czegoś nauczyć na jego przykładzie.

Zacznę chyba od najbardziej oczywistej rzeczy, która mogła Ci przyjść do głowy. A mianowicie, wzbudzanie strachu w uczniach, nie przysporzy Ci ich szacunku. Wręcz przeciwnie, sprawi, że nie będą Cię szanować tylko będą się Ciebie bać, a to nie jest to samo. Często takie autorytarne podejście nauczycieli sprawia, że uczniowie zamykają się w sobie i nie mają ochoty brać udziału w zajęciach lub boją się odezwać. Powód jest prosty. Co by nie zrobili czy powiedzieli i tak będzie złe i nie zadowalające. Więc jaki jest sens uczestniczyć w takich lekcjach? Piszę to akurat z własnego doświadczenia ze szkolnej ławy. Pamiętam, że im bardziej nauczyciel zachowywał się władczo i wszechwiedząco, tym bardziej mi nie zależało na nauce danego przedmiotu. Myślę, że takich osób jak ja, jest wiele. Pamiętaj o tym – strach to nie jest rozwiązanie.

Jak już jestem przy byciu najważniejszą osobą w klasie, to chciałabym jeszcze dodać, że podobna postawa w stosunku do współpracowników, także nie jest dobrym pomysłem. Udowadnianie wszystkim dookoła, że Twoja racja jest najważniejsza i tylko Ty masz rację, sprawi, że nie będziesz się cieszył sympatią wśród innych nauczycieli. Podobnie ma się sprawa z patrzeniem z góry. Jeśli chcesz mieć dobre i przyjazne relacje z pozostałymi członkami grona pedagogicznego, bądź po prostu uprzejmy, a nie przemądrzały.

Pewnie znasz to uczucie, kiedy spędziłeś całą noc lub kilka dobrych dni na przygotowaniu świetnej lekcji, która na pewno spodoba się Twoim uczniom. Zaczynasz ją prowadzić i… klapa. Uczniowie nie są zachwyceni. Czasem tak się zdarza, że wyjątkowe i nietypowe zajecia nie zawsze są strzałem w dziesiątkę. Po prostu, czasem możesz przesadzić z własnym podekscytowaniem i rozumiem, że wtedy możesz poczuć zawód. Też bym poczuła. Ale nie przejmuj się tym, bo za jakiś czas, możesz spróbować powtórzyć te zajęcia, a wtedy okażą się one genialne 🙂

Pamiętasz jak wspominałam o magicznym oku Szalonookiego, które jest w stanie dostrzec absolutnie wszystko? Taka postawa w byciu nauczycielem również nie jest zdrowa. Wiem, że nasz zawód wymaga tego aby mieć oczy dookoła głowy, dzięki czemu mamy sytuację w klasie pod kontrolą i możemy dopilnować, aby uczniom nie stało się nic złego, ale taka uważaj, aby nie przemieniło się to w nadmierną kontrolę wszystkiego. Takie musztrowanie: „Zostaw to! Nie ruszaj tego! Siedź spokojnie! Przecież mówiłam, że jesteśmy teraz na stronie 25, a nie 17!” nie jest normalna i sprzyjająca nauce. Uczniowie siedzą jak na szpilkach i po prostu czekają na kolejny Twój wybuch i upomnienie.

Dla własnego zdrowia, i dobra uczniów, wyluzuj trochę, a lekcje staną się zdecydowanie przyjemniejsze. Pamiętaj tylko aby całkiem im nie odpuścić, bo popadanie z jednej skrajności w drugą, też nie jest super pomysłem 😉

Daj znać w komentarzu czy zgadasz się z moją „analizą” 🙂

To be continued…

P.S.

Jeśli nie czytałeś poprzednich wpisów, to możesz je znaleźć TUTAJ🙂

Trzymaj się ciepło!