Czego NAUCZYCIEL może nauczyć się od nauczycieli z Hogwartu? cz. 3

Po ostatnim wpisie z tej serii, dostałam wiele wiadomości, że dłuższe opisy postaci bardziej przypadły do gustu Czytelnikom. Dlatego też postanowiłam dokładniej omówić kolejnych dwóch nauczycieli ze Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie.

To zaczynamy! 🙂

Jej domeną byłą poznawanie przyszłości, czyli jak możesz się domyślić, przedmiot, którego nauczała to wróżbiarstwo. W jej opinii był to najważniejszy i najtrudniejszy przedmiot w Hogwarcie, ponieważ nie można się go nauczyć z książek. Trzeba posiadać specjalne zdolności – trzecie oko. A jak wiadomo z tym bywa różnie i nie wszyscy posiadają taki dar.

Jej zajęcia odbywały się w sali na szczycie Wieży Północnej, która nie przypominała normalnej klasy. Wszystkie okna były pozasłaniane, a zamiast ławek w sali znajodowały się stoliki i miękkie pufy. Przypominało to trochę klimat herbaciarni. Uczucie to potęgowały regały wypełnione po brzegi filiżankami. Z resztą nie tylko wystrój klasy był dość osobliwy. To samo tyczyło się samej profesor Trelawney. Była to bardzo szupła osoba, która nosiła chusty, szale i luźne peleryny, które dodatkowo pokryte były cekinami. Uwielbiała też liczne pierścionki i bransolety. Niektórzy uczniowie uważali, że wygląda na trochę szaloną.

Co do samych zajęć wróżbiarstwa, to większość uczniów, którzy nie zaczęli jeszcze 3 klasy nawet nie zdawała sobie sprawy, że istnieje takie nietypowe pomieszczenie w zamku i… sama profesor Trelawney. Spowodowane było to tym, że raczej niechętnie opuszczała swoje poddasze, aby brać udział w szkolnych wydarzeniach. Zazwyczaj nawet kolację jadła samotnie na szczycie wieży.

Przez uczniów i nauczycieli była zazwyczaj traktowana w protekcjonalny sposób, ponieważ nie wierzyli w jej dar i umiejętności. Ci pierwsi uważali ją za zwykłą oszustkę. Spowodowane było to tym, że jej przepowiednie zazwyczaj się nie sprawdzały (istnieje kilka wyjątków i sytuacji, kiedy udało się jej wygłosić prawdziwą przepowiednię, ale nie miało to względu na przebieg jej zajęć). Dodatkowo, nie ułatwiał jej tego fakt, że była osobą histeryczną i nerwową, co niejednokrotnie ujawniało się podczas „wróżenia”.

Co więcej, co roku na pierwszej lekcji z trzecioklasistami przepowiadała jednemu z nich śmierć, jednak sama profesor McGonagall uważała, że to ulubiony sposób Sybilli na straszenie uczniów.

Sama profesor Trelawney lubiła swoich uczniów i starała się nie dostrzegać tego, że ktoś uważa jej przedmiot za bezsensowy. Pracowała z oddaniem i dzielnie usiłowała odnaleźć dar trzeciego oka wśród jej wychowanków. Czasami musiała się bardziej wysilić, co z pewnością ułatwiał jej jeden kieliszeczek sherry.

Czego możesz się od niej nauczyć?

Jak sam możesz zauważyć profesor Trelawney to dość ekscentryczna nauczycielka i trudności ze zrozumieniem jej mają nie tylko uczniowie, ale jej koledzy po fachu. Prawdopodobnie spowodowane to było niezrozumieniem zarówno jej osoby, jak i nauczanego przez nią przedmiotu.

Aby uniknąć znalezienia się w podobnej sytuacji, nie izoluj się od pozostałych nauczycieli – oni nie gryzą. Podczas przerw, nie unikaj rozmów i nie odstraszaj ich od siebie swoją zamkniętą postawą. Nikt nie chce dla Ciebie źle, a wymienianie się od czasu do czasu spostrzeżeniami, nikomu jeszcze nie zaszkodziło. Pamiętaj o tym, że inni nauczyciele mogą Ci pomóc lub zainspirować do znalezienia pomysłu na ogarnięcie uczniów.

A skoro już jesteśmy przy uczniach, to podczas swoich zajęć nie udwaj, że znasz się na wszystkim i wszystko wiesz. NIKT nie wie wszystkiego. Gdy będziesz iść w zaparte, że wiesz lepiej, gdy tak naprawdę nie masz o czymś pojęcia, uczniowie od razu to zauważą. Gwarantuję Ci, że wiele stracisz w ich oczach poprzez takie zachowanie. Po prostu – szanuj ich i przyznaj się, że nie wiesz lub, że musisz dopiero to sprawdzić. Podobnym spostrzeżeniem dzieliłam się przy okazji opisu profesora Gilderoya Lockharta – TUTAJ możesz poczytać o tym więcej.

Każdy nauczyciel co jakiś czas zaczyna uczyć nowe osoby i ważne jest aby dobrze rozpocząć taką współpracę. Straszenie uczniów to z pewnością nie jest dobry sposób. Poprzez taką postawę, stawiasz się w roli najważniejszej osoby w klasie – PANA I WŁADCY, a przecież to nie nauczyciel jest najważniejszy w edukacji, a uczniowie. Oczywiście, że trzeba ustalić pewne zasady współpracy, ale zadecyduj o nich wspólnie z wychowankami. Daj im możliwość decydowania o tym jak ma ona wyglądać, zamiast straszenia.

Ostatnia rzecz, o której chciałabym wspomnieć to to, że nauczyany przez Ciebie przedmiot nie jest najważniejszy. Uczniowie mają jeszcze masę innych przedmiotów, których muszą się nauczyć i mieć odrobione zadanie. Postaraj się o tym pamiętać 🙂

Hagrid był gajowym w Hogwarcie, ale po pewnym czasie, dyrektor Albus Dumbledore, zaproponował mu stanowisko nauczyciela opieki nad magicznymi zwierzętami. Trzeba przyznać, że było to dla niego ogromne wyróżnienie i był wręcz idealnym kandydatem na nauczyciela tego przedmiotu, ponieważ uwielbiał magiczne stworzenia. Muszę jednak zaznaczyć, że uważał on każde zwierzę za nieszkodliwe i miłe, nawet wtedy kiedy ono rzeczywiście mogło być trochę niebezpieczne np. trójgłowego psa nazwał Puszkiem i uważał, że był potulny jak baranek. Co więcej, kiedyś nawet hodwał smoka w swojej małej drewnianej chatce na błoniach Hogwartu.

Hagrid uwielbiał spędzać czas z magicznymi istotatmi i bardzo o nie dbał już od najmłodszych lat, dzięki czemu posiadał on ogromną wiedzę na ich temat, pomimo tego, że nie ukończył szkoły. Tak to nie jest pomyłka. Nauczycielem została osoba, która nie miała odpowiedniego doświadczenia i wykoształcenia. Jedyne co można mu tutaj zarzucić (zwłaszcza osoby pracujące w księgarni Esy Floresy i sami uczniowie) to dość niebezpieczny podręcznik. Mówiąc niebezpieczny mam na myśli Potworną Księgę Potworów, która uwielbiała kłapać swoją paszczą i uspokajała się (i pozwalała się otworzyć) dopiero wtedy, gdy pogłaskano ją po grzbiecie 😀

Jego brak doświadczenia nie rzutował jakoś bardzo na jego lekcje, ponieważ Hagrid włożył wiele wysiłku w dobre zaplanowanie i przygotowanie się do swoich pi(e)rwszych zajęć. Niestety przez ignorancję jednego z uczniów, nie zakończyły się one sukcesem, a sam Hagrid stracił wiarę w siebie i w swoją wiedzę.

Po tym incydencie, postanowił, że uczniowie będą mieli doczynienia z mniej wymagającymi stworzeniami, które jednak były zbyt “proste” w obsłudze dla trzecioklasistów. Późniejsze problemy wynikające z incydentu sprawiły, że Hagrid był zbyt zaprzątniety swoimi sprawami (procesem hardodzioba – zwierzęcia, które zaatakowało ucznia), że jego lekcje stały się po prostu nudne i nikt za nimi nie przepadał.

Wszystkie te negatywne wydarzenia i problemy sprawiły, że egzamin, który przygotował na koniec roku okazał się bardzo prosty, co uczniowie oczywiście docenili, ale nie sprawdzał on praktycznie żadnej zdobytej wiedzy. Na szczęście dla niego, problemy się pozytywnie rozwiązały i w kolejnym roku swojej pracy, odzyskał on radość nauczania i wiarę we własną wiedzę.

Jednak, wtedy też nie udało mu się uniknąć komplikacji, ponieważ jego dobre imię zostało zniesławione i Hagrid ponownie stracił wiarę w swoje lekcje. Poskutkowało to zastępstwem, podczas gdy on musiał uporać się z własnymi myślami. Jak sam możesz zobaczyć, praca nauczyciela w Hogwarcie była dla niego dość wymagająca i trudna.

Hagrid nie miał łatwo nie tylko przez brak odpowiedniego wykształcenia, ale także przez to, że nie ukończył on szkoły. Uczniowie ze starych czarodziejskich rodów go z tego powodu nie szanowali i uważali za nieudacznika. Jego wygląd (był on pół olbrzymem) również miał na to wpływ.

Pomimo wiedzy, którą posiadał nie był ceniony i powodowało to jego złe samopoczucie i przez to powątpiewał w swoją wiedzę, która była ogromna. Gdyby dane było mu dłużej uczyć i spotkałby się z innym odbiorem uczniów, z pewnością stałby się dużo lepszymi nauczycielem, ponieważ miałby więcej czasu na doszlifowanie swojego warsztatu.

Czego możesz się od niego nauczyć?

Hagrid to przykład nauczyciela, który ma ogromne chęci, ale życie rzuca mu kłody pod nogi. Jednakże warto wyciągnąć z jego przykładu jakąś naukę.

Na początek, warto się od niego nauczyć dobrego przygotowania i zaplanowania atrakcyjnych dla uczniów zajęć. Jeśli nie jesteś pewny swoich umiejętności, to poprzez odpowiednie przygotowanie, Twój stres powininien się zmniejszyć. Z każdą kolejną lekcją będzie lepiej, ponieważ oswoisz się z rolą nauczyciela, a także nabierzesz coraz większej pewności siebie! 🙂

Pamiętaj też o odpowiednim dobieraniu pomocy dydaktycznych. Nie wszystkie będę odpowiednie dla uczniów. Musisz wziąć pod uwagę ich wiek, zainteresowanie, a także użyteczność. Nie zrażaj się, jeśli przygotujesz coś super wystrzałowego, a na uczniach nie zrobi to wrażenia. Czasem tak bywa. To, co dla nas jest atrakcyjne niekoniecznie musi takie być dla Twoich wychowanków. Zdziwisz się nie raz, że jakaś prosta aktywność wymyślona na poczekaniu, będzie dla nich większą frajdą 😀 Najważniejsze jest to, aby się nie zrażać.

W każdej klasie będziesz miał doczynienia z niechętnymi do jakiejkolwiek aktywności uczniami. Wiele zależy od ich nastawienia do przedmiotu i motywacji. Takie podejście może być irytujące i sprawiające, że Tobie też się nie chce i nie widzisz sensu w tym co robisz. Nie pozwól jednak na to! Nie daj się wciągnąć. Spróbuj zachęcić tych nicniechcemisiowych uczniów do większego zaangażowania. Może w ten sposób próbują oni zwrócić na siebie Twoją uwagę?

Kolejną wartą podkreślenia nauką płynącą od Hagrida, jest to, że Twoje prywatne problemy wpływają na nauczanie uczniów. Gdy Twoje myśli błądzą gdzieś indziej, to nie oczekuj od podpiecznych skupienia i chęci do nauki. Pamiętaj, że uczniowie i ich podejście są Twoim odbiciem. Jeśli masz taką możliwość, to może warto wziąć kilka dni wolnego aby spróbować sobie poradzić z dręczącymi Cię problemami. Żeby nie było, rozumiem, że mogą być różne trudności, z którymi można się szybciej uporać lub wręcz przeciwnie – mogą się ciągnąć miesiącami. Chodzi mi po prostu o to, abyś był świadomy tego, że one wpływają też na Twoich uczniów.

Musisz też pamiętać, że brak doświadczenia w nauczaniu lub brak magistra nie blokuje Ci drogi do bycia fanatstycznym nauczycielem. Te „braki” możesz nadrabiać swoimi pomysłami i doksztłacaniem się na własną rękę. Jeśli jesteś tego świadomy i nauczanie to Twoja pasja, to nie daj się stłamsić innym, którzy wmawiają Ci, że jesteś niekompetentny.

Zastanawiam się, czy obstawiałeś, że w tym wpisie skupię się na Hagridzie i na profesor Trelawney 😀 Swoją drogą, udało mi się zaskoczyć samą siebie długością ich opisów.

Daj znać w komentarzu czy zgadasz się z moją „analizą”! 🙂

To be continued…

P.S.

Jeśli nie czytałeś poprzednich wpisów, to możesz je znaleźć TUTAJ 🙂

Trzymaj się ciepło!