Baaaaardzo się cieszę, że pierwszy wpis z tej serii przypadł Ci do gustu! Dlatego tym razem, postanowiłam trochę dokładniej przyjrzeć się nauczycielom 🙂 A jeśli jeszcze nie zapoznałeś się z pierwszym wpisem, to znajdziesz go TUTAJ.

Miłej lektury! 🙂

Nauczał obrony przed czarną magią i będę tutaj szczera – nie szło mu to jakoś wybitnie. W sumie w ogóle mu nie szło. Ale zacznę od końca, bo będzie to miało wpływ na ten opis. Lockhart był oszustem, który przypisał sobie wielkie czyny i wiedzę innych osób, a im wymazał pamięć aby nikt go o to nie posądził.

Teraz, gdy ta kwestia została wyjaśniona przejdźmy do opisu.

Profesor Lockhart był typem gwiazdora i narcyza, przekonanego zarówno o swojej wyjątkowości, jak i “niesamowitej” wiedzy. Według opisu z książki, był całkiem przystojny, co skutkowało podkochiwaniem się w nim przez większość młodych czarownic. Co więcej, uważał się za osobę wszechwiedzącą czym irytował nie tylko męską część swoich uczniów jak i pozostałych nauczycieli. Udzielał porad i chwalił się swoją wiedzą na prawo i lewo, niezależnie od tego, czy ktoś tego potrzebował czy też nie. Najgorsze w tym wszystkim było to, że zdawał się w ogóle nie dostrzegać tego faktu. Szczerze podziwiam grono pedagogiczne za dystans i cierpliwość do tego megalomana.

Jego lekcje opierały się tylko na podręcznikach (tak, to nie jest błąd – liczba mnoga jest tu celowo użyta), którymi były jego autorskie książki. Praktykowanie zaklęć i zdobytej przez uczniów wiedzy skazane było na kompletne fiasko, ponieważ Lockhart nie miał pojęcia o nauczaniu.

Podczas jednych z pierwszych zajęć zlecił uczniom opanowanie chochlików kornwalijskich bez wcześniejszego wyjaśnienia jak to zrobić. Po tym incydencie, zrezygnował z jakiejkolwiek praktyki. Sprawdzanie uczniowskiej wiedzy polegało no przepytywaniu uczniów za pomocą testów i quizów o… samym sobie.

Poniżej przykładowe 2 pytania z książki:

  1. Jaki jest ulubiony kolor Gilderoya Lockharta?
  2. Jakie jest skryte pragnienie Gilderoya Lockharta?

Brzmi zachęcająco? Nie sądzę.

Czego możesz się od niego nauczyć?

Opis raczej nie jest zachęcający, co nie zmienia faktu, że nie można z niego się czegoś nauczyć. Wręcz przeciwnie! Zacznę od najbardziej oczywistej rzeczy – uczniowie nie są głupi. Doskonale wiedzą kiedy ktoś udaje, a zwłaszcza nauczyciel. W budowaniu zdrowych i pozytywnych relacji chodzi o szczerość i autentyczność. Uczniowie z pewnością docenią fakt, że od czasu do czasu postanowisz się z nimi podzielić czymś osobistym. Może być to wyrażenie opinii o jakimś serialu, który ostatnio oglądałeś lub pokazanie zdjęć swoich zwierzaków. Poprzez coś takiego, stajesz się w ich oczach bardziej ludzki, a co za tym idzie – dostępny i otwarty. Nie będą się oni obawiali przyjść do Ciebie ze swoimi problemami.

Co więcej, uczniom należy się szacunek i prawda. Zdarzyło Ci się zapomnieć poprawić ich testy na czas? Powiedz wprost, że zapomniałeś – nie kręć, że zostały w pokoju nauczycielskim albo w domu. To samo tyczy się sytuacji, w której zostanie zadane trudne pytanie, a Ty nie będziesz znał na nie odpowiedzi. Człowiek uczy się przez całe życie i ma prawo czegoś nie wiedzieć. Sama zawsze się przyznaję i mówię, że muszę to sprawdzić lub sprawdzamy to wspólnie.

Dzięki temu uczniowie nie widzą w nauczycielu wszechwiedzącej encyklopedii, a co za tym idzie, dostają dobry przykład na to, że niewiedza nie zawsze jest negatywna. Lepiej dostrzec w takiej sytuacji idealną okazję do wspólnego projektu niż odbijanie pałeczki w stronę uczniów: “Twoim zadaniem domowym, jest dowiedzieć się dlaczego tak jest”. Oczywiście, czasem taka zagrywka jest jak najbardziej okej, ale niech nie będzie ona czymś codziennym, ponieważ może zniechęcić uczniów do ciekawości świata.

Ostania rzeczą, na którą warto zwrócić uwagę jest uważność. Mam na myśli niedopatrzenie Locharta, gdy podpisywał zgodę na wydanie książki z Działu Ksiąg zakazanych. Są takie sytuacje, kiedy uczniowie usiłują coś od nas “wyłudzić”. Pamiętaj o tym, aby dokładnie się z tym zapoznać i nie podejmować decyzji pod wpływem chwili. Warto się z tym przespać aby podjąć dobrą dla ucznia decyzję.

Zapomniałabym o najważniejszym! W tym wszytskim po prostu bądź sobą. Nie próbuj być na siłę zabawny i “cool”, skoro w rzeczywistości jesteś osobą raczej zamkniętą w sobie. Pokaż uczniom, że Ci z tym dobrze i nie udawaj!

P.S.

Żeby nie było, że profesor Lockhart to taki nauczycielski nieudacznik, to warto wyciągnąć też naukę z jego megalomanii, która może nieść całkiem pozytywne przesłanie. Chciałabym aby każdy nauczyciel nie bał się i nie czuł się niepewnie na swoich zajęciach. Skoro Lockhart bez nauczycielskiego „zaplecza” dawał radę, to Ty też możesz! Uwierz w siebie (ale nie aż tak narscystycznie jak on! 😀 )

Przedmiotem, którego nauczała było zielarstwo. Ponadto, była opiekunką (czyt. kimś w rodzaju wychowacy) jednego z czterech domów w Hogwarcie – Hufflepuffu. Pomimo tego, nie przebywała za często w zamku z prostego powodu. Jej zajęcia odbywały się w cieplarniach na błoniach Hogwartu, a w jednej z nich, miała także swoje biuro. Przez uczniów była lubiana, ale jej przedmiot nie wzbudzał w większości z nich jakiegoś zachwytu.

Cechą, która ją charakteryzowała z pewnością było pozytywne nastawienie do życia. Co więcej, była wesołą i wrażliwą czarownicą, co nie znaczy, że uczniowie mieli z nią łatwo. Jeśli zaszła taka potrzeba, profesor Sprout potrafiła być surowa, a także wprost mówiła uczniom, że ich prace nie zostały poprawnie wykonane. Jako jedna z nielicznych osób z grona pedagogicznego, wykazywała się empatią w stosunku do uczniów. Nie ignorowała starań uczniów, którzy musieli trochę więcej popracować nad realizowanym materiałem. Wręcz przeciwnie, zachęcała ich do dalszej pracy i podpowiadała jakie książki mogą okazać się dla nich pożyteczne i inspirujące.

Czego możesz się od niej nauczyć?

Z pewnością empatii względem innych osób. Jest to bardzo istotna cecha, którą warto w sobie pielęgnować i rozwijać. Dla uczniów jest ona szczególnie ważna. Zwłaszcza gdy nauczyciel potrafi wyobrazić sobie uczucia i emocje, które odczuwają jego wychowankowie. Dzięki temu, budowanie pozytywnych relacji jest choć trochę łatwiejsze.

Chciałabym też wspomnieć o wrażliwości, która czasem jest całkowicie zapomniana poprzez odgórnie narzucone na nauczycieli wymagania zrealizowania podstawy programowej. Nie wszyscy uczniowie muszą darzyć miłością przedmiot, kórego nauczasz. Warto to uszanować, co nie znaczy jednak, że powinieneś im całkowicie odpuścić naukę. Zamiast tego, zachęć ich do zdobywania wiedzy na własną rękę i pokaż, że nauka może być interesująca. Może rozważ jakiś interesujący i angażaujący wszystkich uczniów projekt? 🙂

Jestem bardzo ciekawa co myślisz o tym wpisie. Czy zgadasz się z jego treścią, a może coś przeoczyłam? 🙂 Daj znać w komentarzu!

To be continued…

Trzymaj się ciepło!