RECENZJA: Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły.

 

Nie jestem w stanie powiedzieć Ci skąd dowiedziałam się o książce “Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły. Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały“, z prostego powodu – nie pamiętam czy gdzieś ją zobaczyłam, czy ktoś o niej pisał,  czy też mi o niej powiedział czy może zobaczyłam ją w księgarni i postanowiłam zakupić. To nie jest ważne. Ważne jest to, że w jakiś cudowny sposób trafiła w moje w ręce i bardzo się z tego cieszę.

 

Muszę się też od razu przyznać, że byłam przekonana, że duuuużo szybciej poradzę sobie z przeczytaniem tej książki. Jednakże, ku mojemu zaskoczeniu, czytałam ją ponad 3 miesiące. I to nie z tego powodu, że miałam mało czasu (czytałam w wolnych chwilach), ale dlatego, że podczas czytania, włączał mi się tryb analizy. Analizy tego jak ja się zachowywałam względem dzieci, które uczę. A co więcej, analizowałam również sposób w jaki wychowali mnie rodzice. Ba! Gdy byłam na zakupach i widziałam niektórych rodziców i ich dzieci, w głowie analizowałam ich zachowanie lub rozmowę, a także układałam swoją reakcję, która według mnie byłaby odpowiedniejsza.

 

W JAKI SPOSÓB CZYTAŁAM TĄ KSIĄŻKĘ?

Skoro już Ci pisałam o moim nagminnym analizowaniu, chciałabym powiedzieć coś więcej na temat tego, w jaki sposób czytałam tą książkę. W ramach potrzeb, wymyśliłam sobie pewien wzorzec według, którego robiłam po bokach notatki, zaznaczałam fragmenty tekstów czy dane strony. Kolory znaczników, których używałam, też nie były przypadkowe. Ponadto, na zakończenie każdego rozdziału, zapisywałam sobie najważniejsze myśli, które z niego wyniosłam. Dzięki temu, wszystko jest zaznaczone i opisane w taki sposób, aby ułatwić mi szybki przegląd interesującego mnie tematu 🙂

Brzmi to może “za bardzo”, ale dla mnie ważne jest to, abym mogła się w prosty sposób poruszać po tej książce. Teraz już wiesz, dlaczego czytanie zajęło mi tak dużo czasu! 🙂

 

JAKIE TREŚCI MOŻESZ ZNALEŹĆ W TEJ KSIĄŻCE?

A więc po kolei, czas na spis treści, który zamierzam po prostu przepisać (nie ma co go ubarwiać 🙂 )

  1. Jak pomóc dzieciom, by radziły sobie z własnymi uczuciami
  2. Zachęcanie do współpracy
  3. Zamiast karania
  4. Zachęcanie do samodzielności
  5. Pochwały
  6. Uwalnianie dzieci od grania ról
  7. Podsumowanie
  8. Aneks
  9. Następne pokolenie (jest on napisany przez Joannę Faber, córkę jednej z autorek książki, która została wychowana według metody z tej książki)

Dodatkowo, każdy rozdział składa się z 3 części. Pierwsza z nich, zawsze jest poświęcona dokładnemu zarysowaniu lub wyjaśnieniu przedstawionego w nim zagadnienia. Część druga, z kolei jest zatytułowana: “Komentarze, pytania i relacje rodziców”, w której znajdują się fragmenty rozmów autorek podczas warsztatów z rodzicami. Z kolei trzecia część nazywa się: “Doświadczenia rodziców Polskich”, w której znajdziemy jeszcze więcej odniesień i analiz danych zachowań dzieci.

 

CZY TA KSIĄŻKA JEST DLA KOGOŚ KTO NIE MA DZIECI?

No jasne, że tak! Absolutnie każda osoba dorosła powinna ją przeczytać niezależnie od tego czy ma dzieci czy nie. Sama nie jestem jeszcze mamą, ale czytając tą książkę uświadomiłam sobie jak wiele błędów (często nieświadomych) popełnia osoba dorosła podczas rozmowy z dzieckiem czy nawet z drugą osobą. Sama nierzadko się irytuje, gdy ktoś nie rozumie moich uczuć i ciągle im zaprzecza lub mówi mi jak mam się czuć w danej chwili. Dlaczego więc w taki sam sposób traktujemy dzieci i inne osoby?

Szkoła to jedno z takich miejsc, gdzie nauczyciel ma kontakt z dziećmi praktycznie cały czas (chyba, że uczy tylko dorosłych). Warto spróbować akceptować i szanować uczucia swoich uczniów właśnie tam. Chociażby po to, aby sprawdzić, czy metody z książki się sprawdzają. I wiesz co? Od kilku miesięcy próbuję postępować według tego, czego się z niej dowiedziałam. I jest to cholernie trudne…

Ale o tym będzie więcej gdy jeszcze się obędę z tą metodą. Mam nadzieję, że chciałbyś o tym poczytać 🙂

 

CZY CZYTAJĄC TĄ KSIAŻKĘ ŁATWO JEST ZROZUMIEĆ CO AUTORKI MIAŁY NA MYŚLI? 

Tak, autorki spisały się świetnie i w bardzo obrazowy, a także wyczerpujący sposób opisały swoje metody na lepszą komunikację rodzic<—>dziecko. Pierwsza część każdego rozdziału przeznaczona jest na to, aby wyjaśnić w jaki sposób powinna ta komunikacja przebiegać. Ponadto, pod koniec wyjaśnień, zebrane są główne aspekty i rady, w jaki sposób powinno się postępować i reagować, a także o czym warto pamiętać.

W książce znajduje się także sporo komiksów, które pokazują typową reakcję osoby dorosłej na dany problem lub zachowanie dziecka, a także jak powinno to naprawdę wyglądać. Jest to spore ułatwienie, zwłaszcza dla wzrokowców. Dodatkowo, jak już pisałam wyżej, autorki przetaczają wiele przykładowych rozmów, które miały miejsce na warsztatach. Część z nich jest na linii autorki/uczestnicy <—> rodzic, ale znajdują się tam także relacje rodziców ze swoimi dziećmi.

Czasem, czytając te fragmenty, miało się wrażenie, że jest się obecnym na tym spotkaniu 🙂

 

 

CZY ZNAJDUJĄ SIĘ W TEJ KSIĄŻCE JAKIEŚ ĆWICZENIA? 

Oczywiście! Autorki zadbały o dobro czytelnika rodzica/opiekuna i przygotowały od kilku do kilkunastu ćwiczeń do uzupełnienia lub przeprowadzenia z kimś. Jest to bardzo dobry pomysł, ponieważ w ten sposób jeszcze łatwiej jest się w stanie “załapać” co autorki mają na myśli. Dodatkowo, ułatwia to wczucie się w rolę dziecka,  gdy jest się niezrozumianym przez osoby z najbliższego otoczenia.

 

CO PODOBAŁO MI SIĘ W KSIĄŻCE?

Szczerze mówiąc, bardzo cenię sobie prosty język tej książki. Osoby tłumaczące ją na polski, spisały się na medal i nie zrobiły z tego topornego, kipiącego sztywną wiedzą podręcznika (chciałabym jeszcze kiedyś zobaczyć wersję w języku angielskim aby mieć porównanie). Czytało się ją płynnie i swobodnie (zwłaszcza gdy nie skupiałam się tak bardzo na analizowaniu). Mnogość ćwiczeń, dzięki którym dało się w przystępny sposób zrozumieć co czuje dziecko, gdy jest bombardowane negowaniem ich uczuć. Fantastycznie, że przedstawione w niej zostały także  “Doświadczenia rodziców Polskich”, dzięki temu zabiegowi nie odczuwało się, że ta książka dotyczy innych krajów, ale jest pomocą wszędzie, nawet w Polsce.

Czytając ją nie miało się wrażenia, że autorki są wszechwiedzące i tylko one mają rację. Bardzo się cieszę, że przedstawione zostały w tej książce rozterki rodziców i ich brak wiary, w to, że zmiana relacji  dziećmi jest możliwa.  To zdecydowanie największy plus tej książki 🙂

 

CO MI SIĘ W NIEJ NIE PODOBAŁO?

Miejscami była za długa, ale były to tylko krótkie fragmenty 🙂

 

 

Mam nadzieję, że nie zanudziłeś się czytając ten wpis. Starałam się napisać go w taki sposób, aby nie przerażał swoją długością i lekko się go czytało.

 

Koniecznie daj mi znać, co Ty sądzisz o tej książce (jeśli ją czytałeś) i czy zgadasz się z moją opinią, a jeśli nie czy sięgniesz po tą pozycję w niedalekiej przyszłości! 🙂

 

Trzymaj się,

 

 

 

To nie jest wpis sponsorowany! 🙂